Podróż w głąb Kuby

Ameryka Południowa | 1000 km

Sponsor wyprawy

Moto-Voyager.com
Data dnia

10

Kwiecień

2020

Pokonany dystans

0 km

Długość odcinka

0 km

Początek etapu

Wstęp cz. 1

Zakończenie etapu

Podróż w głąb Kuby

Dzień 1 0

Wstęp cz. 1 - km

Dzień 1

Wstęp cz. 1 -

Mapa wyprawy Full screen

Pewnie zauważyliście, że zmieniły się zdjęcia na stronie. Ujmując to bardziej precyzyjnie zniknął motocykl, z którym do tej pory nierozerwalnie mnie kojarzyliście. Tak prawdę mówiąc to motocykl zniknął z mojego życia już dwa lata temu. Wiele osób w mailach pyta mnie dlaczego ? 

 

Czuję się zobowiązany Wam to wytłumaczyć. Towarzyszyliście mi w trakcie całej mojej podróży motocyklowej przez świat. Z Wami odwiedziłem 50 krajów na czterech kontynentach. To Wy dawaliście mi siłę żeby po wyczerpującym dniu w upale na pustyni lub sawannie zdobyć się na napisanie relacji. Wszystkie one były pisane na gorąco żeby przekazać ogrom emocji, które dane mi było przeżywać.

Tak prawdę mówiąc to dzięki Wam powstał projekt Moto-Voyager. Na początku to był zwykły poradnik. Przed pierwszą moją poważną wyprawą na Maderę szukałem informacji na blogach. Były one bardzo przydatne. Czułem się zobowiązany zostawić jakiś ślad po mojej podróży żeby inni mogli też skorzystać z mojego doświadczenia. Podawałem głównie informacje dotyczące paliwa, hoteli, trasy i kosztów. No właśnie. Te koszty musiałem szybko usunąć na prośbę moich kolegów. Oni przed wyjazdem powiedzieli żonom że to najtańsza forma podróżowania i najtańszy wyjazd. Kwoty przeze mnie podawane całkowicie przeczyły ich zapewnieniom :-))

Głupio było podawać tylko suche dane. Dlatego starałem się ubrać mój poradnik w jakieś słowa i posłać w eter. Odzew był niesamowity. Pisaliście, że często czekacie na moją kolejną relację żeby czytając ją wypić poranną kawę. Była to dla mnie zarówno wielka radość jak i jeszcze większa motywacja.

Jednak od samego początku cel moich podróży był całkiem inny i głęboko ukryty. Oczywiście uwielbiałem poznawać ludzi,

ich kulturę,

tradycję oraz kuchnię.

Fascynowało mnie zwiedzanie miejsc, zza którymi majaczyła kilkusetletnia historia kilkudziesięciu pokoleń.

Jednak, tak naprawdę, to były tylko środki do osiągnięcia celu. A celem było przede wszystkim poznanie i zrozumienie samego siebie. Nigdy nie czułem się dobrze w swoim kraju. Czułem na sobie garb tej całej fałszywej mitologii, w której byłem wychowany. Pragnąłem się zmienić. Ale żeby się zmienić najpierw musiałem poznać samego siebie i siebie zrozumieć. Dlatego tak zachłannie połykałem na motocyklu kolejne kilometry.

A było ich ponad 200 tysięcy. Wystarczająco dużo żeby siebie poznać i żeby odmienić swoje życie.

Będąc już na takim etapie życia znalazłem się na Kubie. Od samego początku coś przeczuwałem. W końcu to 50-ty kraj w mojej podróży motocyklem przez świat.

To nie może być tylko kolejna podróż. Musi mnie spotkać coś nieprzewidywalnego. Ale co? Nic nie przychodziło mi do głowy. Z wyczulonymi do granic wszystkimi zmysłami wylądowałem w Hawanie. I to była miłość od pierwszego wejrzenia. Zakochałem się w tym mieście. Z pewnością nie jest to najpiękniejsze miasto na świecie ale jest wyjątkowe. Radosne, gorące (w każdym tego słowa znaczeniu), wręcz magiczne.

Od razu wiedziałem, że tego szukałem, że to może być moje miejsce na ziemi. Ta atmosfera to oczywiście zasługa „habaneros” czyli mieszkańców Hawany. Nie chcę w tym miejscu rozpisywać się na temat Kubańczyków. W końcu to tylko „wstępniak” a tematu Kubanek i Kubańczyków nie można zamknąć, ani nawet zasygnalizować, w kilku zdaniach.

W tym momencie „byłem już w domu”. Wiedziałem że właśnie dlatego to był 50-ty, symboliczny kraj. Przeznaczenie pomogło mi żebym znalazł swoje miejsce na ziemi. O ja głupi. w jakim ja błędnym przeświadczeniu żyłem przez całe dwa dni. Zapytacie: dlaczego dwa dni ? Otóż dlatego, że  po owych dwóch dniach spotkałem wyjątkową kobietę i zakochałem się w niej od pierwszego wejrzenia „na zabój”.  I to było właśnie przeznaczenie jakie kazało mi wybrać Kubę jako 50-ty kraj w mojej podróży przez świat.

 

No dobrze, ale czego dotyczą te rozważania. Przecież Wy jesteście ciekawi dlaczego z mojej strony zniknął motocykl. Ano właśnie dlatego. Od pierwszej chwili kiedy poznałem aktualną moją żonę, bo o niej tu mowa, wiedziałem że nie spocznę aż do chwili kiedy ta piękna Kubanka zgodzi się zostać moją żoną. Nie było to łatwe. Po dwóch miesiącach byłem ponownie na Kubie. Wszystko toczyło się w wymarzonym przeze mnie kierunku. Jednak niepokój w sercu cały czas pozostawał.

Następne spotkanie to była wizyta Ori w Polsce. Korzystając z faktu, że polska wiza jest również wizą unijną zabrałem Ori do Wenecji i na wieży Bazyliki San Giorgio Maggiore zapytałem czy zechce zostać moją żoną. Po otrzymaniu odpowiedzi TAK całkowity spokój zapanował w moim sercu.

Jednocześnie wiedziałem że to oznacza koniec mojej podróży na motocyklu przez świat. Nie wyobrażałem sobie samotnych podróży a za bardzo kocham moją żonę żeby podróżować z nią razem na motocyklu.

 

W ten sposób motocykl zniknął z mojego życia i wcale tego nie żałuję. Podróżując po świecie osiągnąłem to co chciałem osiągnąć. Zrozumiałem siebie. Pogodziłem się ze wszystkimi swoimi słabościami i niedoskonałościami. Nie chcę już dłużej z nimi walczyć. I całkowicie odmieniłem swoje życie. Czy ruszając w swoją pierwszą podróż na Maderę mogłem marzyć, że osiągnę aż tyle ? Nie sądzę.

 

W tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim wspaniałym chłopakom i dziewczynom, które dane mi było poznać podczas tej długiej podróży. Nie chcę nikogo wyróżniać bo wszyscy byliście wspaniali i od każdego z Was pozwoliłem sobie coś wziąć.

 

Ale spoko. To nie jest pożegnanie. To tylko podsumowanie. Będę dalej podróżował tylko to już będzie zupełnie inna podróż. Wkrótce o niej napiszę.

 

Widzimy się niedługo

galeria

zdjęcia z bieżącego etapu

Wróć do panelu wyprawy
Moto-voyager Defoult Moto-voyager Defoult

Sponsorzy

patroni medialni

Moto-Voyager.com
Moto-Voyager.com