MotoCubaTour 2018

Ameryka Południowa | 3600 km

Sponsor wyprawy

Moto-Voyager.com
Moto-Voyager.com
Data dnia

07

Marzec

2018

Pokonany dystans

0 km

Długość odcinka

0 km

Początek etapu

Habana

Zakończenie etapu

Habana

MotoCubaTour 2018

Dzień 3 0

Habana - Habana km

Dzień 3

Habana - Habana

Mapa wyprawy Full screen

Pierwsza noc, którą spędzamy sami w wynajętym, typowym mieszkaniu kubańskim. Na szczęście jest działająca winda. Wąskie schody i czwarte piętro z ciężkimi bagażami to byłaby męczarnia. Właścicielka, Pani mająca lata świetności za sobą, za to bardzo miła, skrupulatnie spisuje wszystkie dane z paszportów.

Po wszystkim zostawia nam klucze i ,możemy się poczuć jak prawdziwa kubańska rodzina. Tylko trzeba rozdzielić funkcje ;-) Za całe mieszkanie na cztery osoby płacimy 80 Euro za dobę. To całkiem niezła cena, biorąc pod uwagę, że mieszkamy na Starym Mieście. Jak na kubańskie warunki to jednak masa pieniędzy, za które średnia rodzina kubańska musi przeżyć cały miesiąc. Teraz przestają mnie dziwić ceny mieszkań które w centrum Hawany oscylują w okolicach 250 000 Euro. Co prawda podatek wynosi 10-20% od obrotu plus drugie tyle na koniec roku. Również media są inaczej płatne dla drobnej przedsiębiorczości.

Rano jak zawsze nerwówka. Wyczekujemy na informacje z portu. Co chwila pojawiają się nowe przeszkody. To nie jest zachód. Każda decyzja musi zapaść na najwyższym szczeblu. Firmy, nawet państwowe nie dysponują walutą. Każda, nawet najdrobniejsza kwota, musi być zwolniona przez Ministerstwo Finansów. Potwierdzenia przelewów nie istnieją. Do wszystkiego musi być stosowna papierologia. Na szczęście około południa wszystko już wiemy. Umówieni są już celnicy i policja do rejestracji motocykli. Pojawia się tylko jeden, mały problem. Jutro jest 08.03 czyli Dzień Kobiet. To na Kubie święto. Dlatego wyjazd z portu i start planujemy w piątek. Teraz już spokojniej możemy oddać się szwendaniu po Hawanie. To bardzo przyjemne zajęcie.

Poznajemy również ogromne dysproporcje cenowe. W jednym z barów zjadamy pyszny makaron za pół Euro. Jedyny mankament, że na stojąco. Ale przynajmniej konsumujemy tak jak wszyscy Kubańczycy. Nie musimy się odróżniać.

Po południu za kawałek kurczaka z ryżem płacimy 4 Euro. Bardzo drogo. Dlatego lepiej zawsze sprawdzić ceny zanim zamówi się posiłek. W sumie robimy piechotą po Hawanie około 16 km. Staram się zajrzeć w każdy zakamarek. Przestaję już dostrzegać te oazy luksusu.

Jednak trudno oderwać wzrok od pięknych limuzyn wożących po Hawanie turystów. Za taką przejażdżkę trzeba zapłacić 50 Euro. Nie jest to tania zabawa.

Hawana od tej chwili zaczynam postrzegać jako piękne miasto o ogromnym potencjale.

Tylko nieliczne, odrestaurowane kamienice i posiadłości przypominają o wspaniałej historii Hawany.

Dzisiaj to jednak miasto o bardzo zaniedbanej, żeby nie powiedzieć zniszczonej, strukturze mieszkaniowej.

Potrzeba będzie kilkudziesięciu lat normalnej gospodarki, żeby Hawana podźwignęła się z ruin. Ale patrząc na żywotność i energię Kubańczyków, z pewnością nie będzie z tym problemu. Podczas spaceru towarzyszy nam wyjątkowe zainteresowanie. A to wszystko ze względu na koszulki które zostały zaprojektowane specjalnie na ten wyjazd. Przekaz jest bardzo czytelny. Duże flagi Polski i Kuby na rękawach i inne akcenty, widać, podobają się mieszkańcom Hawany.

Pod koniec spaceru docieramy na skwer z internetem. Tak, tak. To jedyna możliwość skorzystania z internetu dla przeciętnego Kubańczyka. W każdym mieście jest taki skwer lub plac gdzie można skorzystać z wi-fi.

Oczywiście nie za darmo. Kupuje się specjalną kartę-zdrapkę. Karta kosztuje 1 Euro i pozwala na korzystanie z internetu przez godzinę. Kupuję taką kartę również i ja. Po jakimś czasie, nie od razu, udaje mi się zalogować do sieci. Jednak szybkość a właściwie wolność jest przerażająca. Już wiem, że to będzie moja pierwsza wyprawa z której nie nadam relacji na żywo. Na koniec docieramy na nabrzeże czyli słynny Hawański Malecon.

To kultowe miejsce mieszkańców Hawany. Trudno sobie wyobrazić zakochaną parę, która nigdy by nie spacerowała po Malecon. Można spotkać również wędkarzy, biegaczy i muzyków, którzy umilają czas spacerowiczom w iście gorących, kubańskich rytmach.                Miasto zmienia całkowicie swój charakter wieczorem. Wraz z zachodzącymi promieniami słońca, znika bród i nieporządek a w sztucznym świetle ulicznych latarni jak grzyby po deszczu wyrastają małe kluby i restauracyjki. Z ich wnętrz słychać sączącą się muzykę kubańską. W ten sposób i ja trafiam do jednej z takich restauracji. Zjadam pyszne krewetki w czosnku podane z ciemnym ryżem popijając, niestety mojito. Nie ma białego wina. To wszystko, oczywiście, w rytm kubańskiej muzyki. Jest tak cudownie, że nie chce mi się opuszczać tego miejsca. Rachunek jak na nasze warunki do zniesienia. 15 Euro za osobę. Jednak dla Kubańczyka to połowa miesięcznej pensji. Dlatego, przeciętnego Kubańczyka nie uwidzicie w takim lokalu. Ciepłe powietrze, tętniące życiem uliczki zachęcają do wieczornego spaceru. Pod drodze przysiadam w jednym z barów na szklaneczkę Cuba Libre. Wiele myśli przelatuje mi po głowie. Niektóre całkiem szalone. Ich selekcji dokonam po powrocie do domu. Teraz chcę po prostu nimi żyć. A po powrocie? Może nie będzie żadnej selekcji….

galeria

zdjęcia z bieżącego etapu

Wróć do panelu wyprawy
Moto-voyager Defoult Moto-voyager Defoult BMW Sikora BMW Sikora

Sponsorzy

Partnerzy

Moto-Voyager.com
Moto-Voyager.com