MotoCubaTour 2018

Ameryka Południowa | 3600 km

Sponsor wyprawy

Moto-Voyager.com
Moto-Voyager.com
Data dnia

13

Marzec

2018

Pokonany dystans

838 km

Długość odcinka

369 km

Początek etapu

Habana

Zakończenie etapu

Trinidad

MotoCubaTour 2018

Dzień 9 369

Habana - Trinidad km

Dzień 9

Habana - Trinidad

Mapa wyprawy Full screen

Wczoraj powiedziałem, że z bardzo ważnych powodów osobistych musiałem zostać w Hawanie i na chwilę rozstać się z resztą ekipy. Wybaczcie, że muszę Was potrzymać w napięciu co do tych "powodów osobistych ale nie martwcie się, o wszystkim Wam opowiem wkrótce ze szczegółami w drugiej odsłonie relacji z Kuby.

O poranku ruszamy w pościg.Do Trynidadu mamy prawie 400 km. Cała droga przebiega bez zarzutu. Większą jej część pokonujemy autostradą aż do zjazdu do Cienfuegos. Zawsza podobała mi się nazwa tego miasta. Teraz dowiaduje się, że pochodzi ona od naswiska głównego dowódcy armii powstańczej, który zdobył Hawanę.  Camilo Cienfuegos był uwielbiany przez Kubańczyków. Na początku Fidel był głównym specem od PR-u a Camilo wkroczył na czele oddziałów powstańczych do Hawany. Niestety zginął w tajemniczych, do dzisiaj nie wyjaśnionych okoliczność. Jak wielu "przyjaciół" Fidela. Fidel nie lubił się dzielić władzą, a nienawidził, wręcz, dzielić się popularnością.  Z Cienfuegos już tylki krótki skok i jesteśmy w Trinidadzie.

Po zakwaterowaniu w bardzo fajnym casa particulare idziemy na spacer. Trynidad to bardzo piękne miasto z ponad pięciusetletnią tradycją. Ja, oczywiście, musiałem zacząć spacer od szklaneczki „Cuba Libre” w sieciówce sygnowanej przez Hamingwaya.

Drożyzna straszna ale nie ma się co dziwić skoro Ernest pobiera cały czas połowę utargu. To i tak niewiele skoro państwo kubańskie potrafi zabrać 90%. Jednak humory jak widać nas nie opuszczają. Na koniec spaceru zaglądam na główny plac Trinidadu. Te miejsca w każdym miasteczku są urokliwe ale ten plac przebija wszystkie które dotychczas widziałem.

Po spacerze odkrywamy piękny taras na dachu naszego pensjonatu. Trudno nie skorzystać z takiej okazji i nie wypić kolejnego „Cuba Libre”. Podróż i spacer owocują poobiednią drzemką, z której wyrywa mnie dzwonek telefonu. To Darek. Właśnie dojechali. Zrywam się z łóżka i biegnę na dół. Próbuję przeparkować motocykl i okazuje się, że nie mam powietrza. Złapałem kapcia. Na szczęście widzę przechodzącego obok chłopaka z kołem od motoroweru. Jakoś się z nim dogaduję. Okazuje się, że zmierza do wulkanizacji. Nie ma się co zastanawiać. Wsadzam go na tylne siedzenie i jedziemy razem. Mój motocykl, jak wszędzie, tak i tutaj, wzbudza wielkie zainteresowanie. Nie muszę dodawać, że moje koło jest robione poza kolejką. Ja w międzyczasie, przy butelce rumu zostaję wciągnięty w arkana największego niebezpieczeństwa drogowego na Kubie, czyli Krabów. Karaiby słyną z wędrówek krabów przed południem i po południu do oceanu i z powrotem. To jest akurat ta pora roku. Kraby, w godzinach sczytu, zajmują całą szerokość drogi. Ich szczypce, których resztki tkwiły w mojej oponie, potrafią przebić wszystko. My, co prawda, jechaliśmy już po godzinach szczytu. Mijałem po drodze biegnących maruderów, ale starałem się ich omijać. Nie wiedziałem jednak, że nawet najechania na martwego kraba może spowodować takie szkody. Dlatego siedzę teraz przy szklaneczce rumu, czekam na oponę i wysłuchuję dobrych rad. W przyszłości z nich skorzystam z pewnością. Wracam szczęśliwy i lekko na rauszu ale na czas. Przed nami następna atrakcja czyli prosiak z rusztu. Niestety jesteśmy mocno spóźnieni. Dlatego prosiak częściowo już został sprzedany. Wcześniej wyglądał tak...

a teraz tak...

Łatwo zauważyć, że coś tutaj nie gra. Na dodatek nie jest wystarczająco ciepły więc poddany zostaje ponownej obróbce cieplnej. W sumie po raz pierwszy jesteśmy niezadowoleni. Pozostają nam tylko modły do Najwyższego. Jednak niewiele pomagają.

Jeśli nie pomagają modły, trzeba sięgnąć po "Mulatę". To zawsze pomaga.

Na osłonę pozostaje nam przejażdżka na prawdziwych rumakach, które pasą się obok mojego.

Parkuję motocykl i dowiaduję się od Darka i od Cześka, że właśnie tutaj, w Trynidadzie jest super dyskoteka umiejscowiona w jaskini. Nie trzeba mnie długo namawiać. Po bardzo długim i wyczerpującym spacerze docieramy do jaskini. Dyskoteka rzeczywiście robi wrażenie. Jednak nic nie jest w stanie przebić wrażenia tańczących dziewczyn. Kubanki mają niesamowite wyczucie rytmu. Więc wyobraźcie sobie , że nawet na ich tle taniec jedna wybija się ruchami ponad wszystko.Jest zjawiskowa. I to nie jest tylko moja, odosobniona opinia. Nawet ja trochę tańczę ale zdecydowanie bardziej odpowiada mi rola obserwatora. Bawimy się gdzieś tak do drugiej. Wracamy taksówką, żeby jeszcze choć trochę się przespać. Jedno jest pewne. To był niezapomniany dzień i taki  pozostanie na zawsze.

galeria

zdjęcia z bieżącego etapu

Wróć do panelu wyprawy
Moto-voyager Defoult Moto-voyager Defoult BMW Sikora BMW Sikora

Sponsorzy

Partnerzy

Moto-Voyager.com
Moto-Voyager.com